„To było piękne i zdumiewające. Różne rzeczy mnie w życiu spotkały, myślałem, że wydarzyło się już wszystko. Aż do dzisiaj…”.

W momencie, kiedy padły te słowa, stałem kilka metrów od ich autora – słynnego reżysera, który życiowym i artystycznym doświadczeniem mógłby obdzielić kilka interesujących życiorysów. Wypowiedział je w październiku 2011 roku w Radomiu osiemdziesięciopięcioletni wówczas Andrzej Wajda podczas uroczystości odsłonięcia tablicy pamiątkowej poświęconej jego ojcu – kapitanowi Jakubowi Wajdzie. To z naszego miasta wyruszył on z 72. Pułkiem Piechoty na wojnę obronną 1939 roku. Do domu miał już nigdy nie wrócić. Został zamordowany w Charkowie razem z tysiącami polskich oficerów, ofiar zbrodni katyńskiej.

Tablica poświęcona kpt. Jakubowi Wajdzie

Co tak zdumiało, do głębi wzruszyło i zaskoczyło Andrzeja Wajdę? Nie była to tablica pamiątkowa, ponieważ jej się spodziewał. W pewnym momencie z grupy osób uczestniczących w uroczystości wyszło kilkoro, jak się później okazało, lokatorów domu, w którym mieszkała przed wojną rodzina Wajdów. Jedna z pań wręczyła reżyserowi zawiniątko, które po rozwinięciu ukazało naszym oczom przedwojenną szablę oficerską. Została znaleziona kilkadziesiąt lat po wojnie przez ojca pani Anny Krok, w wykopie pod budowę biurowca ówczesnej Wyższej Szkoły Inżynierskiej, niecałe 100 metrów od miejsca wmurowania tablicy pamiątkowej. W pierwszej chwili Wajda oniemiał, w jego oczach pojawiły się łzy wzruszenia. Następnie powiedział do wszystkich zebranych: „To na pewno szabla mojego Taty. Osobiście zabezpieczyłem ją i zakopałem w rowie przeciwlotniczym po wkroczeniu Niemców w 39′. Nigdy nie przypuszczałem, że szabla do mnie wróci”.

Budynek Wydziału Informatyki i Matematyki UTH (dawniej Wyższa Szkoła Inżynierska). W wykopie pod jego budowę została znaleziona szabla kpt. Jakub Wajdy, zakopana w tym miejscu przez jego syna – Andrzeja, po niemieckiej napaści na Polskę w 1939 r.

Radom w ostatnich latach nie ma dobrej prasy w Polsce. Żeby nie eufemizować, czy koloryzować – staliśmy się dla wielu naszych rodaków po prostu pośmiewiskiem, przy którym niegdysiejsze żarty z Wąchocka są przyjemną, infantylną igraszką. To mój pierwszy wpis na jakimkolwiek BLOGu. Nie chciałbym pisać w nim o tym, jak to wspaniale onegdaj w Radomiu było, tworząc mit najwspanialszego pod słońcem miejskiego uniwersum, którego czas świetności minął. Wiemy, że nasze miasto rajem na ziemi raczej nigdy nie było, ale nie pozwólmy sobie wmówić, że jesteśmy jakąś przeklętą dziurą bez jasnych kart z historii. Nie chciałbym też pisać o tym, jak źle, ciężko i niefajnie jest żyć w grodzie nad Mleczną. Faktycznie, bywa trudno, jednak można tu wykopać takie diamenty jak na przykład szabla, będąca dla uhonorowanego Oscarem za całokształt twórczości starszego człowieka, bezcenną relikwią. Jej znalezienie jest niczym Deus ex machina w scenariuszu jego życia. Takich diamentów jest tu więcej. Postaram się puścić wodze fantazji i oczami literackiej wyobraźni zbudować nowoczesny, przyjazny, atrakcyjny, ale zakorzeniony w historii Radom – mój dom.

Dom oficerski 72. pułku piechoty przy ul. J. Malczewskiego

JAKUB MITEK