A A A

EPITAFIUM DLA BENIAMINA REICHA

 

 

 

EPITAFIUM DLA BENIAMINA REICHA



Beniamin Reich był postawnym mężczyzną po czterdziestce, o kruczoczarnych włosach i wydatnym, orlim nosie. Brwi miał gęste jak futro owcy, ciemne mądre oczy błyszczały w wielkich, lekko posiniałych oczodołach. Gęsta, starannie wyczesana broda przesłaniała pół twarzy, druga połowa miała oliwkowy kolor. Od trzech pokoleń Reichowie mieszkali w tym mieście, przodkowie Beniamina przywędrowali do Radomia z nieodległego Przytyka – wszyscy zgodnie handlowali tam sianem, kapustą i zbożem, dopiero najmłodszy syn (stąd jego imię) Menasze Reicha wybił się ponad dziedziczony z pokolenia na pokolenie niedostatek; miał małą fabryczkę cukierków na zapleczu kamienicy przy ulicy Warszawskiej. Słodki geszeft od jakiegoś czasu przynosił niemałe zyski, co było powodem do rodzinnej dumy z Beniamina, który jako pierwszy z Reichów wybudował murowany dom. W gminie też miał jako takie poważanie, znał się osobiście z dwoma żydowskimi radnymi i rabinem Kestenbergiem, którego politykę otwarcie popierał. Płakał razem z nim jak bóbr po śmierci Marszałka; nie dawał jednak wiary, że idą dla jego ziomków ciężkie czasy – w trochę prowincjonalnym Radomiu miał swój mały, bezpieczny kosmos, złożony z rodziny, przyjaciół, przyjaznej i ciepłej miejskiej przestrzeni śródmieścia, szwargotu ulicy Wałowej, urokliwych podwórek i bujnych ogrodów, gdzie mocno pachniały bez, jaśmin i róże. I miał swój spokojny, acz pracowity rytm codziennego życia. Pobudka skoro świt, wyprawianie młodszych dzieci do chederu, śniadanie, praca ze starszymi synami w zakładzie, liczne spotkania z klientami, potem obiad, lektura popołudniówek i „Trybuny”, kolacja, modlitwa, sen. Co tydzień – synagoga. Biała, serce żydowskiej dzielnicy, zwana Wielką. Niebieskie sklepienie a nad dachem bóżnicy błękitne niebo, raz łaskawsze dla współbraci w wierze, raz mniej; zwyczajny – zwykł mawiać Beniamin – porządek rzeczy. Szczególnie lubił w synagodze śpiew kantora Mosesa Rontala, absolwenta konserwatorium w Wilnie, i jego obłędne wykonanie modlitwy „Kol nidre” („Wszystkie ślubowania”). Tu jednak trzeba uczciwie nadmienić, że właściwie religijność Beniamina Reicha wiązała się z poczuciem kulturowej, wspólnotowej przynależności, mistyków nie poważał, choć „widzących” trochę się bał i wolał się od nich trzymać z daleka. A nuż jakiś urok na niego rzucą?Beniamin był – co tu mówić – raczej ostrożny i bardzo zapobiegliwy, zwłaszcza jeśli szło o jego liczną rodzinę, którą miał ponad wszystko, może i ponad radomskie niebo, w które nie do końca chyba wierzył. Żona Rachela i siedmioro dorodnych dzieci – było dla kogo żyć i pracować. To był główny sens jego pracowitego, prostego życia, do którego starał się podchodzić pragmatycznie i z właściwym dojrzałym mężom spokojem.
   
Aż wczesną wiosną 1937 roku zdarzyło się w rodzinie Reichów wielkie nieszczęście – zachorowała najmłodsza córka Mirełe. Zapalenie płuc z jakimiś paskudnymi powikłaniami – nie pomógł nawet zaprzyjaźniony z familią doktór Szenderowicz. W kwietniu odbył się pogrzeb małej Mirełe, z cmentarza przy Towarowej Beniamin wrócił zapłakany, ledwo stał na nogach. Od tego czasu Reich zaczął coraz częściej rozmyślać o przemijaniu i niesprawiedliwości losu. Sposępniał, oczodoły stały się jeszcze bardziej sine i zapadnięte. Broda skołtuniła się nieco, krochmalony przez Rachelę kołnierzyk białej koszuli często zawijał się niestarannie, czapka opadała na bakier, częściej zamykał też w swojej fabryczce zmęczone oczy. Czuł, że coś zaczyna się w jego uporządkowanym życiu psuć: zaczął dostrzegać jego ciemne strony, jakby śmierć córki otworzyła mu oczy na świat. Wyostrzył też swój słuch na doniesienia o sytuacji politycznej Europy, nie puszczał już mimo uszu ostrzeżeń przed Hitlerem, choć nawet przez chwilę nie przeszła mu przez myśl emigracja.

Kilka razy zapomniał się i upił do nieprzytomności. Kilka razy opuścił sobotnie nabożeństwo w Wielkiej Synagodze. Lato było gorące i mokre; czuł w lepkim powietrzu jakiś trupi zapach. Niepokój stał się na jakiś czas stałym towarzyszem rozmyślań Beniamina Reicha – wsłuchiwał się w rytm swojego serca, uważnie popatrywał w oczy ludziom, dostrzegając w ich fizjonomiach szereg wad, w wielu - zwyczajną pospolitość i brzydotę.
   
Czas bardzo powoli leczył rany. Przez cały 1938 rok Beniamin był jeszcze smutny i milczący; nastrój zaczął mu się poprawiać z początkiem roku następnego – wydał wtedy dobrze za mąż osiemnastoletnią Rywkę, swoje trzecie względem starszeństwa dziecko, zaś najstarszy syn Izrael został świeżo upieczonym studentem słynnej jesziwy w Lublinie. Perspektywa posiadania w rodzinie prawdziwego rabina wygładziła nieco zatroskane codziennością oblicze Beniamina. W dodatku interes szedł pełną parą, zakład rozbudował się i znacznie poszerzył asortyment wyrobów. No i jego Rachela, której szedł już czterdziesty rok życia, była znów brzemienna. Powoli nadzieja wstępowała w serce Beniamina Reicha. Broda znów była starannie wyczesana, kołnierzyk na swoim miejscu, czapka mocno trzymała się na kędzierzawej głowie. Wyglądało na to, że szczęście powracało do rodziny...
   
We wrześniu wybuchła wielka wojna. Drugi z synów Beniamina poszedł się bić, słuch o nim zaginął. Zakład Reichów zamknięto, jego właściciela publicznie ostrzyżono na ulicy Pereca – wyrywane z brody włosy zwiewał z radomskiego bruku ciepły wietrzyk. Rachelę skopał do nieprzytomności po wydatnym brzuchu jeden z oprawców Beniamina w czapce z trupią czaszką; dziecka nie udało się uratować. Potem zamknęli wszystkich Reichów w dużym getcie w śródmieściu. I wszystkich wywieźli w bydlęcych wagonach do Treblinki, gdzie cała familia poszła do gazu i nie został po niej żaden ślad. 

*
   
W bocznej oficynie kamienicy przy Malczewskiego 14, nad drzwiami, znajduje się inskrypcja „B.R. 1936 r.”. Wiem od Aleksandra Sawickiego, który mieszkał tam przed wojną po sąsiedzku, że to inicjały właściciela kamienicy – Żyda Beniamina Reicha. Jego pamięci dedykuję to wymyślone od A do Z opowiadanie, które mogło się wydarzyć naprawdę i pewnie wydarzyło się nieraz.

Autor: Marcin Kępa - kierownik Działu Dziedzictwa Kulturowego „Resursy Obywatelskiej”