A A A

Raport z zagrożonego Miasta. Opowiadanie "Obywatel"

 

 

OBYWATEL



Kiedy domknęłam drzwi w łazience, w korytarzu już stał on z uśmiechem – stęsknionym i nieśmiałym. Wrócił z torbą pełną ciuchów do prania, ze słoikiem pasztetu i holenderską czekoladą w ręku.

Dzień skończył się kilka godzin temu. Zaczęły się "Fakty" (spoglądały na pusty pokój za ścianą).

Może wszystko będzie dobrze – przecież to tylko zwykły kaszel i zmęczone oczy (łzawiące i trochę czerwone).. Jak zawsze bez szalika, bez czapki... A w telewizji ciągle mówili o rękawiczkach.. Ucałowałam...

Mieliśmy być na odległość dwa miesiące. A i ten niecały miesiąc włóczył się w niepewności. Wreszcie w domu. Wspólne ciepło i polski chleb – jak niezbędne lekarstwo na początek.

W nocy podejrzana gorączka nerwowo postawiła mnie na nogi, do tego ból gardła nie pozwalał mu głośno do mnie gadać. Karetka nie przyjechała. Nie to, że...

Nie mogłam uwierzyć –  nie odbierali telefonów.

Dzwoniłam z obu komórek na kilka numerów po kolei, od początku do końca i od nowa. Ten ostatni numer (zapisany na czerwono) – w ogóle nie łączył, nie odpowiadał (jakby sam potrzebował pomocy). W międzyczasie – ktoś po drugiej stronie niechcący odebrał – odesłał do innych, wcisnął kolejny – "niemy", "pusty"  –  bezradny numer...

Minęła trzecia nad ranem. Zasnął obejmując gorączkę i zmęczenie.

Nie liczyłam samochodów – ruch uporządkowała cisza.

Nie zmrużyłam oka.

Człowiek się nie liczy?..

A jeżeliby nie nadeszła ósma nad ranem?..

Najniebezpieczniejsza noc w marcu i najjaśniejszy wschód słońca w życiu...

Zostało tylko 14 dni kwarantanny.



LALKA