Dziś po długiej przerwie do Resursy miał wrócić Klub Dobrego Filmu. Niestety, z powodu nowych obostrzeń znów musimy odłożyć na przyszłość nasze filmowe plany. Na osłodę pozostają nam platformy streamingowe. I chociaż ekran komputera czy telefonu, to nie to samo co kino, to jednak oferta dostępnych produkcji jest olbrzymia i powinna zadowolić każdego. Ja ostatnio sięgnąłem po bardzo ciekawy dokument dostępny na platformie Nowych Horyzontów – „Bergman – rok z życia”, poświęcony legendarnemu szwedzkiemu twórcy.

Dwie twarze geniusza

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz zetknąłem się z jego filmami, ale seanse jego surowych produkcji, nasiąkniętych symboliką, duchowością, refleksją nad wiarą, eksploracją ludzkiej duszy, ale nierzadko też przemocą i erotyką, były dla mnie trudne. Samego Bergmana wyobrażałem sobie jako człowieka zamkniętego w sobie, toczącego wewnętrzne boje, zmagającego się z Bogiem. Dopiero w ostatnich latach odkryłem zupełnie inną jego twarz, jaka wyłoniła się z lektury biografii zatytułowanej „Miłość, seks i zdrada”. Poznałem Bergmana jako człowieka nieustannie uciekającego od wzięcia za siebie odpowiedzialności, zmieniającego kobiety jak rękawiczki, prowadzącego życie chaotyczne i niestałe. Przed czterdziestką miał szóstkę dzieci z trzema różnymi kobietami. Mit, którym obrastał oraz spektakularne sukcesy artystyczne nie pomagały mu skupić się na rodzinie i własnym życiu. Poznałem człowieka zmagającego się nieustannie z demonami przeszłości, przesadnie kontrolującego współpracowników, a jednocześnie czasem naiwnie nieświadomego. Dość powiedzieć, że o zdobyciu najważniejszej w Europie nagrody filmowej dowiedział się z lektury porannej gazety w toalecie. Jego córka Linn, ze związku z Liv Ullmann, wspominała w swojej książce „Niespokojni”, że pewnego razu ojciec zaprosił ją, wówczas kilkuletnią dziewczynkę, na rozmowę do swojego gabinetu. Szybko się jednak zniechęcił, twierdząc, że dzieli ich zbyt duża różnica wieku, aby mieli o czym porozmawiać.

Rok z życia

Film „Bergman – rok z życia” w reżyserii Jane Magnusson koncentruje się na wydarzeniach z roku 1957 roku, kiedy swoją premierę miały jedne z najważniejszych filmów w karierze Szweda – „Siódma pieczęć” i „Tam, gdzie rosną poziomki”. Ale już od pierwszych minut dowiadujemy się, że w tym samym czasie reżyser realizował także filmy dla telewizji a nawet monumentalne spektakle. Cierpiał też na wrzód żołądka, którym nie mógł się zająć z powodu obowiązków.

Ten przełomowy rok w karierze Bergmana jest dla reżyser dokumentu jedynie punktem wyjścia dla opowieści o całościowych losach twórcy, od czasu jego dzieciństwa, wczesnej fascynacji nazizmem i Hitlerem, przez związki i relacje rodzinne, w których sam się gubił, późną ucieczkę ze Szwecji aż po pobyt w ostatnich latach życia na wyspie Fårö. Ale nie jest to łatwa opowieść, opiera się bowiem na relacjach bliskich Bergmana, jego współpracowników a wreszcie i jego samego – relacjach często sprzecznych czy wręcz wykluczających się. Bergman bowiem sam chętnie kreślił swoją biografię, skłonny – jak przekonują badacze – do mitomanii lub przywłaszczania sobie cudzych przeżyć. Jeżeli gdzieś Bergman był szczery i prawdziwy, to tylko w swoich filmach – twierdzi Magnusson.

Co wolno artyście?

Wydaje mi się, że nie jest to film dla tych, którzy nie lubią kiedy ich wyobrażenie na czyjś temat zostaje podważone. Magnusson pokazuje najmroczniejsze karty z życia Bergmana, zestawiając wizerunek być może najlepszego reżysera na świecie i ikony Szwecji z postacią człowieka okropnego w obyciu z innymi, zagubionego, uginającego się pod ciężarem własnej sławy. W ostatnich minutach filmu padają gorzkie pytania, czy fakt, że ktoś jest wielkim artystą, powinien sprawić, że przymkniemy oko na to, jakim jest człowiekiem. Autorka dokumentu pozostawia odpowiedź widzom, ale samo pytanie jest uniwersalne, bo nawet dziś wielokrotnie opinia publiczna łaskawiej patrzy na tych, którzy mogą się pochwalić znacznymi osiągnięciami. „Bergman – rok z życia” to opowieść tyleż fascynująca, co straszna, podobnie jak sam bohater tej historii.

„Byłem notorycznie niewierny. W miłości i przyjaźni.” – Ingmar Bergman

DAMIAN DRABIK