W swoim dzisiejszym wpisie chciałbym przywołać jeden ze swoich ulubionych filmów ostatniej dekady. Chociaż Koneser Giuseppe Tornatore, bo o tej produkcji mowa, nie jest filmem bez wad – miejscami bywa wręcz banalny czy przesadnie melodramatyczny – chętnie do niego wracam. Obecnie można go znaleźć m.in. na polskich platformach VOD.

To jeden z tych obrazów, o których fabule ciężko opowiadać, bez zdradzania widzowi zbyt wiele. Największa siła tej produkcji tkwi w niezwykle intrygującym prowadzeniu historii przez reżysera. Tu każdy element, każde wypowiedziane słowo i scena mają kluczowe znaczenie dla opowieści zmierzającej do zaskakującego finału. Dla Tornatore ważniejsze jest jednak gonienie przysłowiowego króliczka, niż jego złapanie.

Początkowo film jest równie sterylny, co jego protagonista. Trudno wczuć się w klimat i mocniej zaangażować w historię obserwując epatującego chłodem człowieka, który najchętniej odgrodziłby się od ludzkości szklaną szybą. Virgil Oldman to podstarzały wybitny koneser sztuki i właściciel domu aukcyjnego, którego jedyną życiową przyjemnością jest obcowanie z obrazami. Dopiero poznając go nieco bliżej, zajrzawszy do ukrytego w domu pomieszczenia pełnego kobiecych portretów i poznawszy jego ogromną pasję, widz może obdarzyć bohatera odrobiną sympatii. Kapitalna scena przedstawiająca Virgila w fotelu obserwującego swoją kolekcję, opatrzona znakomitą muzyką nieżyjącego już Ennio Morricone, jest momentem przełomowym, po którym ogląda się już Konesera z pełną skupienia fascynacją.

Niemniej Virgil nadal pozostaje tym samym gburowatym staruszkiem, który nigdy nie ściąga swoich rękawiczek a słuchawkę telefonu przykłada do ucha przez chustkę. Zna się na sztuce, jak mało kto. Wystarczy mu zaledwie rzucić okiem na obraz, aby rozpoznać fałsz. Pewnego razu kontaktuje się z nim młoda kobieta, cierpiąca na dziwną chorobę. Panicznie bojąc się ludzi i otwartych przestrzeni, Claire spędza życie zamknięta we własnym domu. Rzecz w tym, że po śmierci rodziców, w budynku pozostało mnóstwo dzieł sztuki, które teraz chciałby wycenić i sprzedać. Virgil decyduje się jej pomóc. Odwiedza ją coraz częściej. Mimo że nie może ujrzeć jej twarzy, z czasem rodzi się między nimi niezwykła – wyrosła na podobnych relacjach ze światem – więź, genialnie zaakcentowana przez Tornatore, który jest świetnym obserwatorem ludzkich uczuć oraz emocji.

Odgrywający główną rolę Geoffrey Rush koncertowo podkreśla przemianę swojego bohatera – od wycofanego, nieprzyjemnego w obyciu mężczyzny, do człowieka żyjącego pełnią życia – radosnego niczym zakochany po raz pierwszy nastolatek. Bo w istocie jest zakochany po raz pierwszy. Tymczasem towarzysząca mu na ekranie młoda Sylvia Hoeks ani na moment nie ustępuje mu kroku, potrafiąc zaintrygować widza samym głosem, nawet wtedy, gdy jeszcze nie można jej zobaczyć. Oboje grają tak dobrze, że nawet miejscami kiepskie i sentymentalne dialogi w ich ustach szczególnie nie rażą.

Wiele rzeczy może w Koneserze irytować. Wspomniane dialogi nie są jedyną bolączką filmu. Fabuła, choć fascynująca, często niebezpiecznie zbliża się w kierunku ckliwego romansu; bohaterowie niekiedy zachowują się wręcz niewiarygodnie; scenariusz bywa zbyt dosłowny.

Ale jednocześnie Koneser to melancholijna i poruszająca rozprawa na temat banalnej, lecz niezwykle przygnębiającej życiowej prawdy, mówiącej o wewnętrznej pustce człowieka, który nie zaznał miłości. W filmie wielokrotnie powraca symboliczny artefakt mechanicznego robota złożonego z zębatek, będącego odpowiednikiem zmechanizowanej, hermetycznej, pozbawionej emocji egzystencji Virgila.

Cała reszta to już gra, którą Tornatore prowadzi z widzem, pełna słów-kluczy i zwodów odwracających jego uwagę. Czy wyszło to filmowi na dobre, niech każdy oceni sam. Fabularne rozwiązania reżysera Cinema Paradiso nie wszystkim przypadną do gustu. Mimo wszystko jednak na najważniejszej dla mnie płaszczyźnie Koneser to smutna opowieść o roli miłości w życiu człowieka oraz desperackiej potrzebie bliskości, obleczona w stonowaną narrację i perfekcyjna od strony technicznej. To gorzka produkcja, Tornatore bowiem obserwuje bohaterów chłodnym okiem i – zdaje się – nie ma o nich najlepszego zdania. Jeżeli lubicie nietypowe kino, to z pewnością warto po tę produkcję sięgnąć.

DAMIAN DRABIK