Dłuższy czas zastanawiałem się, o czym napisać w drugim odcinku mojego bloga. Z góry wiedziałem, że będzie to komentarz do jednej z wielu dziwnych, niecodziennych, czasem zaskakujących sytuacji, czy obrazków napotykanych „na mieście”, które lubię utrwalać fotograficznie. Podpowiedź przyszła sama podczas jednego z wielu ostatnio moich przejść z macierzystego budynku „Resursy” do Kamienicy Deskurów, gdzie przygotowujemy ekspozycję muzealną związaną z radomskim przemysłem. Wystarczyło nieco podnieść wzrok…

Okazało się, że temat drzew rosnących na murach zrujnowanych kamienic, który poruszyłem w pierwszym odcinku bloga, jest wciąż aktualny i „rozwojowy”. Mamy bowiem do czynienia w mieście z pewnego rodzaju niszą ekologiczną, niejako z endemicznym gatunkiem roślin, które upodobały sobie specyficzne środowisko życia. Widocznie wystarcza im dosłownie kilka ziarenek piasku, czy ziemi, albo garść nagromadzonego kurzu – aby w danym nietypowym miejscu się zadomowić. Z upływem czasu ich korzenie potrafią na tyle skutecznie wgryźć się w zastaną materię (ceglane lub betonowe mury, drewniane belki więźby dachowej, a nawet ceramiczne dachówki i żeliwne balkony), że po latach wyrastają tam pokaźne drzewa. Taką dziką plantację endemitów podziwiać można między innymi przechodząc ulicą Szewską na Mieście Kazimierzowskim.

Spacer można zacząć od Rynku, przy którym stoi popadająca w ruinę kamienica Jana Pusztyniki (Rynek 16). Bok budynku, widoczny dobrze od strony ulicy Szewskiej, pozwala zaobserwować kilka roślin, których nasiona wiatr zaniósł aż na sam dach budynku. O ile nagromadzony w rynnach wieloletni brud pozwala zrozumieć, że tu zapuszczenie korzeni było możliwe, o tyle drzewko, które wyrosło wprost spomiędzy ceramicznych dachówek jest już interesującym dowodem determinacji i walki o przetrwanie w „miejskiej dżungli”. Mlecze wyrastające wprost z najróżniejszych zakątków tego budynku to już widok powszedni.

Idąc dalej ulicą Szewską w kierunku Placu Kazimierza Wielkiego można dostrzec kolejną roślinę-kaskadera, która jakimś sposobem potrafiła wykiełkować na skraju więźby dachowej opuszczonej kamienicy oznaczonej numerem 8. Jej wygląd przywołuje raczej sposób funkcjonowania górskiej kosodrzewiny, niż krajobraz miejski, dajmy na to, z kwietnymi girlandami.

Całościowego obrazu dopełnia smutny widok kamienicy przy ul. Szewskiej 16, dawno porzuconej przez homo sapiens. Ich miejsce nie pozostało próżne – przyroda szybko znalazła w zamian „dzikich lokatorów”. Są nimi wszelkiej maści byliny i chwasty, wyrosłe na pożywce czy to zgniłej, drewnianej framugi okna, czy też kruszących się ceglanych murów na szczycie budynku. Jedna z bylin wyrywa ku górze na skraju dachu, co z perspektywy ulicy ciekawie wygląda, gdyż roślina próbuje „przerosnąć” dzwonnicę fary. Inna z kolei spogląda smutno i wymownie na przechodniów z martwego okna zrujnowanej kamienicy.

Czasami przerzucając kanały telewizyjne zdarza mi się natknąć na program dokumentalno-futurystyczny typu „10, 50, 100 lat po wymarciu gatunku ludzkiego”. Pierwsze skrzypce w opanowywaniu dawnej przestrzeni zurbanizowanej gra tam zawsze flora. Smutne to, że choć na radomskim Mieście Kazimierzowskim ludzie wciąż żyją i nie wygląda na to żeby mieli szybko zniknąć – takie scenariusze już teraz realizują się na naszych oczach.

PAWEŁ PUTON