A A A

TEATR RESURSA

 

Na 12 Spotkania z Kulturą Żydowską  „ŚLAD” zaproponowałem moim kolegom z Teatru „Resursa” adaptację książki „Balkony” – siedmiu opowiadań Marcina Kępy, radomskiego pisarza.  Jedni przyjęli to z dużym zainteresowaniem, inni nieco mniej – znowu temat żydowski, Holocaust. Graliśmy już przedstawienia, w których bohaterami byli Żydzi: „Wspomnienia z miasta R.” na podstawie prozy Bernarda Gotfryda i Grzegorza Bartosa, czy adaptacja sceniczna wspomnień Waldemara Nowakowskiego „Kwartet Beethovena”. Na podstawie wspomnień młodego polskiego chłopca, który pobierał lekcje gry na skrzypcach w radomskim małym getcie, powstaje w Resursie Obywatelskiej krótkometrażowy film. Przy okazji zaczęliśmy rozmawiać na próbach o naszej znajomości Żydów, ale takiej bezpośredniej, o ich fizycznej obecności w naszym życiu, rzecz by można „sąsiedzkiej”. I nagle okazuje się, że oprócz spotkań okazjonalnych, takich jak „ŚLAD”, nie mamy żydowskich znajomych, nie znamy ich współczesnej kultury. Owszem mamy za sobą lektury Etgara Kereta, Amosa Oza, ale z trudem przypominamy sobie nasze spotkania z żywymi ludźmi: studenckie wędrówki z młodym rabinem po krakowskim Kazimierzu, znosząc czasami niechęć przechodniów; zabawne zdarzenie w samolocie, gdy przez pomyłkę ktoś wziął koszerny lunch żydowskiego pasażera; czy spluwanie przez ortodoksów na wycieczkę gojów z księdzem pod Ścianą Płaczu. Ja przypomniałem sobie kapitalne spotkanie z radomianinem, który przeżył Shoah. Pracowałem w Muzeum Sztuki Współczesnej w Radomiu, gdy na początku lat 90-tych odwiedził Polskę w rocznicę powstania w warszawskim getcie, Żyd z Australii, który urodził się w Domu Gąski (teraz zostały z niego w trakcie kapitalnego remontu same mury, bez dachu i stropów). Nie powinienem wtedy tego robić na dyżurze, ale otworzyłem mu na chwilę pokój magazynowy, a on wskazał miejsce, gdzie prawdopodobnie stała jego kołyska. Wpisał się do księgi pamiątkowej, bezbłędnie, po polsku, po pięćdziesięciu latach od wyjazdu z Polski. Był ze swoją rodziną - córką i jej mężem. Opowiedział o swoim bracie, który kilka lat wcześniej przyjechał do Radomia ze Stanów, ale bał się jak zostanie przyjęty w miejscu, gdzie mieszkał. Nie doszedł do Rynku, i na ulicy Traugutta lub Żeromskiego zawrócił na dworzec PKP, i nigdy już tu nie przyjechał. Zmarł niedługo po tej wizycie w Ameryce. O powrotach Żydów do Radomia tuż po wojnie znakomitą książkę napisał Łukasz Krzyżanowski. Za „Dom, którego nie ma” otrzymał Nagrodę Literacką Miasta Radomia w 2017 roku. Do tej sytuacji z naszej historii nawiązuje Przemysław Pilarski w swojej sztuce „ Wracaj”, za którą dostał w 2018 r. Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną. W niej pojawia się postać Esterki, żydowskiej kochanki króla Kazimierza Wielkiego. Ta obecność Żydów była przed II wojną światową tak powszechna w Radomiu, że nie zdziwiłem się, gdy w archiwum, poszukując dokumentów po mojej babci, znalazłem przedwojenną umowę zakupu nieruchomości, na której jej tożsamość u notariusza potwierdza dwóch sąsiadów: Polak i Żyd. A kilkanaście lat wcześniej w starym budynku archiwum, szukając materiałów do pracy magisterskiej o życiu teatralnym w przedwojennym Radomiu, przyglądałem się teatralnym plakatom w nieznanym mi języku, języku jidysz. Może to przez ten czas pandemii i brak prób tak się rozgadałem. Wracam już do tematu. W opowieściach Marcina Kępy zainteresowała mnie wzajemna, skrywana fascynacja pary głównych bohaterów – Aśki i Mikołaja. Ich dialogi i wędrówki po Radomiu warte są sfilmowania. Mieliśmy plan, aby zagrać ten spektakl na jednym z radomskich podwórek, może na tym, gdzie stoi ostatnia kuczka w Radomiu, albo tam, gdzie w bramie są odboje, które wystraszyły pijanego Bekermana. Nie zagraliśmy go w tym roku, roku pandemii. Zagramy pewnie na przyszłym ŚLADZIE.

                                                                                             Robert Stępniewski

 

Tak odbywały się  próby Teatru RESURSA do spektaklu „Balkony”, w/g scenariusza Roberta Stępniewskiego, zdalnie - wirtualnie.