A A A

Raport z zagrożonego Miasta. Opowiadanie: "Szczęście w nieszczęściu"

SZCZĘŚCIE W NIESZCZĘŚCIU



Puste szkoły, teatry, kina, kawiarnie, rynek miasta. Zaostrzenia wydane cywilom przez władzę państwa. Bezpieczeństwo nas wszystkich. Pełne szpitale, domy pogrzebowe. Wszystko wywołane przez falę. Nagłą falę wirusa. Jakby świat obrócił się o 180 stopni. Życie każdego nabrało innego biegu. Mówią, zostań w domu. Czy wszyscy zostaną? Raczej nie.

Stoję w moim pokoju. Pamiętam ten dzień, gdy zamknęli wszystkie szkoły w państwie. Pamiętam, że się radowałam. Nie zdawałam sobie sprawy, że od tamtej chwili moje życie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Pozornie tak samo, ale jednak inaczej. Epidemia koronawirusa była dla mnie nowym doświadczeniem życiowym. Zresztą nadal jest. Muszę pogodzić się z tym, że będę siedziała w domu tak długo, jak choroba wyznaczy. Teraz dostrzegam samotność. Odczuwam tęsknotę i strach, że już nic nie będzie takie jak kiedyś. Doceniam wszystko, co mam, miałam. Patrzę na świat z innej perspektywy. Czas płynie, a ja tego nie dostrzegam. Nic sobie z tego nie robię. Ciągle myślę, jak jest na zewnątrz. Dochodzą do mnie tylko te informacje o świecie zewnętrznym, które są pokazywane w mediach. Śmierć zamieszkała razem z nami. Masowe zgony, masowe zachorowania. Zakaz spotkań towarzyskich. Jesteśmy świadkami epidemii, która zapisze się w historii. Niełatwo jest zachować zdrowy rozsądek w takiej sytuacji. Czy jesteśmy świadomi, co tak naprawdę dzieje się wokół nas? Nie byliśmy przygotowani na taki obrót rzeczy. Nie jest łatwo. Tęsknota za światem, za ubiegłymi latami, rozrasta się w nas i wokół. Nie doświadczamy takiego pośpiechu w naszym życiu. Wszystko zwolniło, ale i przyspieszyło. Mamy czas usiąść i pomyśleć. Poczytać książkę, spędzić czas z rodziną. Mamy potrzebę zrobienia czegoś produktywnego. Zadbać o rozwój własny. Nauczyć się czegoś o życiu. Wciąż się uczymy. Szczególnie w tym czasie. Patrzymy na wszystkie decyzje władzy i zaczynamy myśleć. Jak działać w sytuacji, w której się znaleźliśmy? Nasze pokolenie nie znało życia podczas epidemii. Przeżywamy coś dla nas nowego. Inne epidemie zapisane w historii niczego nas nie nauczą. Człowiek uczy się na swoich błędach. Żeby wynieść jakieś wnioski musi sam tego doświadczyć. Czy jesteśmy świadomi tego, co się dzieje? Nie jesteśmy. Bo gdy coś dzieje się naprawdę, my tego nie czujemy, choć jesteśmy tego świadkami. Dopiero czas uświadomi nam, co przeszliśmy. Człowiek myśli, że nie może nic zrobić z siłą mocniejszą od niego. Zwykły obywatel myśli, że władza ma wszystko w swoich rękach i ona może tylko coś tu zdziałać. Owszem władza wydaje nakazy, ale czy one się dla nas liczą, czy my przestrzegamy wszystkiego. co nam rozkazują? Wszystko leży w naszych rękach. Wszystko uzależnione jest od tego, jak postępujemy.

Z rozmyślań obudziło mnie stuknięcie we wnętrzu mojego starego pianina. Ocknęłam się i ruszyłam w głąb domu. Cisza przeszywała mnie do samej kości. Byłam sama. Poszłam do kuchni zaparzyć kawę. W czasie oczekiwania na napój podeszłam do okna i spojrzałam w rozpościerający się przede mną las. Tak dawno nie byłam na zewnątrz ogrodzenia. Postanowiłam więc wyjść. Przepisy pozwalały już na wyjście na spacer do lasu. Zupełnie zapomniawszy o kawie wyszłam, zamykając za sobą drzwi. W lesie pachniało ziemią i świeżością zielonych roślin i drzew. Panował tam spokój jak nigdy dotąd. Spokój i melancholia rozpościerające się jakby na całą ziemię. Jakby ten las mógł uratować wszystkich. Drzewa bujały się trzeszcząc z powodu podmuchów wiatru. Poczułam beztroskość i zapomniałam o wszystkich zmartwieniach. Śpiew ptaków leczył wszystkie rany mej duszy. Czułam, że las też w jakimś sensie jest wypełniony duszą. Jest ostoją od rzeczywistości. Leczniczą kopułą, która wypędza ludzkie problemy na zewnątrz. Czułość jaką oddawał mi las sprawiała, jakbym była poza sobą. Szłam przed siebie wsłuchując się w odgłosy lasu. I wtedy do głowy przyszła mi pewna myśl. W takich sytuacjach jak ta, która aktualnie była na świecie, trzeba szukać spokoju. Spokoju, który sprawi, że narodzimy się na nowo i będziemy trzeźwo myśleć. W momentach kiedy jest nam ciężko sprawmy, aby ciężar, jaki na sobie dźwigamy, przeistoczył się w błahostkę. Sprawmy, żeby wszystko, co jest dla nas trudne widzieć z innej perspektywy. Dlatego tak ważne jest dla nas rozważanie różnych opcji na dany temat. Tak ważne są perspektywy. Zamykając się na różnorodność niszczymy siebie. Nasze możliwości się rozwiewają bez mrugnięcia okiem. Wsłuchajmy się w to, co ma nam do powiedzenia świat. Odnajdziemy wtedy spokój i rozwiązania na wszystkie problemy tego świata. Wszystkie trudności otwierają nam oczy na to, czym tak naprawdę jest świat, w którym żyjemy. Nie tylko nam jest trudno, ale i wielu innym osobom na świecie. Myślmy o innych jak o nas samych. To nie jest odkrycie tych czasów. Wiele wieków temu zostało zapisane to nawet w Biblii - „Kochaj bliźniego jak siebie samego”. To ponadczasowa prawda. Prawda o ludziach. Siedząc na kanapie i słuchając, jakie to szkody przynosi dla świata wirus, nie zdziałamy nic. Musimy uświadomić sobie, że to od nas wszystkich zależy teraźniejszość i przyszłość. Postarajmy się znaleźć szczęście i dobroć w tym, co nas spotkało. Wszystko przemija. Epidemia też w końcu przeminie. Tylko czas pokaże kiedy.

Wróciłam do domu, gdy już robiło się ciemno. Inni domownicy zdążyli wrócić do domu. Nie zostawiłam im żadnej wiadomości o tym, że wychodzę. Pytali mnie z przerażeniem i zatroskaniem na twarzy, gdzie byłam, mówili, że nie mogę tak więcej robić. Nic nie odpowiadając poszłam po moją już wystygłą kawę.



H. H. FLORE