lubisz to ? :)

A A A

O radomskim rzemiośle…

Początek końca – tak można określić czasy 20-lecia międzywojennego dla rzemiosła. Coraz więcej towarów produkowano masowo, coraz ostrzejsza stawała się walka o klienta. Radomscy rzemieślnicy w tej walce nie tylko strajkowali, ale nawet sięgali po broń. Struktura rzemiosła zaczęła się kształtować już w średniowieczu. To wtedy powstały cechy czyli stowarzyszenia zawodowe skupiającego przedstawicieli określonej profesji. Cechy miały swoje władze a te czuwały nad przyjmowaniem uczniów do zawodu, ich kształceniem, egzaminowały adeptów, określały kto może założyć swój warsztat, itp. Z czasem dochodziły kolejne cechy w związku z pojawianiem się nowych zawodów, np. na początku XIX w. w Radomiu było 9 cechów w tym z nowych ślusarski. Na początku XX stulecia cechów w mieście istniało już 20 (wśród nowych były m.in. garbarski, felczerski, lakierniczo- młynarski) a w 1932 r. już 29.
W lecie 1924 r. w Radomiu doszło z kolei do strajku szewców. „Na pasących się na krzywdzie robotniczej właścicieli fabryk i innych krwiopijców, np. pośredników, pozostaje jedna broń – strajk” – pisało PPS-owskie (Polska Partia Socjalistyczna) „Życie Robotnicze”. Strajk trwał aż pięć tygodni strajk. A warto pamiętać, że wówczas nie tak łatwo było iść do sklepu i kupić nowe obuwie, gdy stare się popusło. Seryjna produkcja dopiero ruszała, buty kupowało się więc u szewców a ci robili je zwykle na wymiar i na zamówienie, na dodatek był to spory wydatek. Szewcy zbuntowali się przeciwko skupowaniu od nich butów za jedyne 4 zł przez pośredników, którzy na dodatek chcieli cenę tę jeszcze obniżyć. Szewcy porzucili pracę i „żądali podwyżki o 15 proc., przyłączyli się do nich także kamasznicy” – relacjonowała prasa. Wreszcie strajkujący zwyciężyli. Pośrednicy zgodzili się płacić 10 proc. więcej za obuwie zwykłe i 20 proc. za luksusowe. 
Zapaść rzemiosła przyniósł kryzys lat 30. W marcu 1933 r. Franciszek Kozłowski, mistrz Cechu Zduńskiego stwierdził, że produkcja kafli w Radomiu spadła, w porównaniu do czasów sprzed kryzysu (rok 1928/29), o 60 proc. Reszta produkcji najczęściej sprzedawana jest na kredyt, a z odzyskaniem pieniędzy bywają kłopoty. Dniówka wykwalifikowanego zduna wynosiła od 5 do 8 zł, ale tylko nieliczni mieli pracę. „Wszyscy z niecierpliwością wielką oczekujemy rozpoczęcia robót budowlanych, co da nam możliwość polepszenia bytu” – mówił Kozłowski. Tyle, że budownictwo też stało. Końca zastoju w budownictwie wyglądali też członkowie cechu malarsko- lakierniczego. Andrzej Socha, mistrz cechu skarżył się, że malarze nie są w stanie przez trwający pół roku sezon zarobić tyle, by utrzymać się zimą, na dodatek przegrywają konkurencję z niewykwalifikowanymi ale tańszymi, bo niepłacącymi podatków partaczami. Podobne uwagi zgłaszali – w serii artykułów publikowanych w 1933 r. w prasie radomskiej – także mistrzowie innych cechów: murarzy Antoni Sławiński, cieśli Piotr Jaske. Dochody spadały, ale podatki nie. Stąd na zebraniu związku cechów chrześcijańskich pod wodzą prezesa Michała Piotrowskiego, we wrześniu 1933 r., radomscy rzemieślnicy utworzyli komitet do rozmów z urzędem skarbowym. W sukurs radomskim rzemieślnikom przyszło wydane kilka miesięcy wcześniej rozporządzenie Ministra Skarbu dopuszczające umorzenia podatkowe i rozłożenie zaległości na niskooprocentowane raty. Źle działo się nie tylko w Radomiu, ale w całym kraju.  Jeszcze więcej cierpiały te branże, gdzie jednocześnie dokonywała się swoista rewolucja techniczna. Za zarezerwowane dotychczas dla rzemieślników – krawców czy szewców – prace zabrały się na skalę przemysłową duże zakłady. Radom, od lat był ośrodkiem garbarstwa ale i przerobu skóry a więc i szewców było tu bardzo dużo i przyzwyczajeni byli, że głosu ich się słucha.  Dlatego też sprzeciwiali się wejściu do Radomia filii czechosłowackiego wytwórcy gotowego obuwia Baty. W mieście pojawiły się ulotki wzywające do protestów, do nie wpuszczenia Baty do Radomia. Nic to jednak nie pomogło. Fabryka powstała na placach za dworcem (obecna ul. Domagalskiego, w PRL obiekty weszły w skład Radoskór) i wkrótce zaczęła sprzedawać ogromne ilości obuwia, tańszego niż wyroby oferowane przez szewców. Wtedy szewcy zaczęli nawoływać, w imię solidaryzmu społecznego, wspierania polskich wytwórców, do bojkotu wyrobów Baty. Zwracali też uwagę, że ich produkty są lepsze. „Nasze miasto jest wprost naszpikowane szewcami – chałupnikami, którzy z dziada pradziada przejmują warsztaty i pracują w nędzy i głodzie, za marne grosze. Przecież Radom to ośrodek przemysłu skórzanego. A tymczasem wlazła do Radomia na urągowisko naszym kilku tysiącom chałupników  filia kapitalistycznej międzynawowej firmy Bata. Importuje do naszego kraju miliony par obuwia o podejrzanej jakości. Czyż można z ręką na sercu stwierdzić, że obuwie Baty jest lepiej wykonane niż naszych radomskich szewców? Wystarczy przyjrzeć się fasonom. Firmie Bata mają nasi szewcy do zawdzięczenia swoje obecne położenie a radomianie ciągłe reperacje. Każdy grosz wydany na takie obuwie, to krzywda, to policzek moralny dla naszych szewców, którzy giną z głodu z powodu braku pracy” – pisała „Ziemia Radomska”.  Nienawiść wobec Baty była ogromna. W końcu 1932 r. prasa donosiła: „O godzinie 16.35 przechodnie na ul. Żeromskiego około sklepu Bata zaalarmowani zostali głuchym strzałem, oddanym z rewolweru. W chwilę potem zauważono, że szyba środkowa nad drzwiami wejściowymi sklepu została przedziurawiona. Świadkowie zajścia opowiadali, że strzał padł z bramy domu Żeromskiego 20. Jest to drugi w ostatnich dniach zamach na sklep Bata w Radomiu, bowiem ubiegłego tygodnia została wybita szyba wystawowa przez nieznanego sprawcę.” Ataki na szyby sklepu Bata – Żeromskiego 17 – powtarzały się regularnie. Powszechnie uważano, że stali za nimi właśnie szewcy. Tym zaś z roku na rok było coraz gorzej. Tym bardziej, że duża część szewców nie sprzedawała sama obuwia, ale było u nich zamawiane i skupowane przez pośredników, właścicieli sklepów. Rodziło to kolejne konflikty. W 1937 r. szewcy znów zagrozili strajkiem i zażądali wprowadzenie jednolitego cennika „na robociznę butów w Radomiu, 30 proc. podwyżki opłat za robociznę i zawarcie zbiorowej umowy na robotę obuwia”. Przy okazji tego strajku, jakby szewcy mieli mało innych kłopotów, doszło do kłótni dwu związków szewskich. O nie kupowanie gotowych ubrań w sklepach, ale „zwracanie się wprost do fachowców, gdzie za tańszą cenę otrzyma się lepszą robotę” – apelowali w 1932 r. do radomian zgodnie przedstawiciele krawieckich cechów żydowskich i chrześcijańskich. Obiecali sobie oni także walkę z nasilającym się zjawiskiem, gdy rozmaici chałupnicy, nie przynależący do cechów, próbują wejść nielegalnie na rynek.
Życie towarzyskie, spotkania zawodowe odbywały się w Resursie Rzemieślniczej, powstałej w 1907 r. Najpierw rzemieślnicy wynajmowali nieruchomość przy ul. Górki Lubelskie 15 (Kilińskiego), w następnym roku, dzięki inicjatywie Jana Pazdona (urodzony w 1875 r. w Radomiu, prowadził przejęty po ojcu zakład Fabryka Wyrobów Metalowych przy ul. Lubelskiej 17, był gospodarzem Resursy Rzemieślniczej, w 1926 r. organizował Kasę Pożyczkowo- Oszczędnościową przy tej instytucji. Podczas okupacji swoje mieszkanie oddał do dyspozycji komendy Radomsko- Kieleckiego Okręgu AK „Jodła”) nabyli kamienicę na własność, potem na tym miejscu wybudowali nowy okazały, neogotycki gmach. Odbywały się tam odczyty, pokazy kulturalne, działał teatr, organizowano bale i zabawy.  Już w 1913 r. rzemieślnicy skupieni wkoło Resursy wpadli na pomysł by oferować radomianom swoje produkty taniej, bez pośredników. Zakupiono plac koło resursy, by wystawić tam własny dom towarowy. Wśród pomysłodawców byli m.in. Józef Grodzicki (fotograf, właściciel kina), Bolesław Pomianowski (cukiernik, restaurator) i Florentyn Osiński (właściciel zakładu maszyn rolniczych, ojciec Michała Tadeusza – wojskowego, polityka, działacza społecznego). Niestety, galopująca inflacja z początku lat 20. doprowadziła do bankructwa Stowarzyszenie „Dom Towarowy”. W kolejnych latach, mimo powracającego pomysłu wzniesienia domu, nie udało się inicjatywy wskrzesić i doprowadzić do szczęśliwego finału. W 1935 r. rzemieślnicy próbowali połączyć siły i powstała Spółdzielnia Pracy Wytwórczej „Rzemiosło”. Spółdzielnia mieściła się przy ul. Traugutta 29 i oferowała usługi stolarskie, krawieckie i szewskie, ślusarskie. Zajmowała się również handlem narzędziami, maszynami i materiałami budowlanymi. Z usług „Rzemiosła” korzystały m.in. Wodociągi Miejskie czy radomska dyrekcja kolei. Tworzenie spółdzielni – organizacji skupiających członków na zasadzie dobrowolności, zbierających od nich składki i pomnażających ten kapitał – było w 20-leciu powszechne. Były spółdzielnie handlowe, usługowe, zajmujące się wytwórczością. Spółdzielnie eliminowały pośredników, co zapewniało niższe ceny. 5 czerwca w latach 30. był nawet obchodzony jako Dzień Spółdzielczości.  Swoje spółdzielnie zakładali też rzemieślnicy żydowscy skupieni we własnych cechach i w Żydowskim Klubie Rzemieślniczym, Wałowa 59 (odpowiednik Resursy Rzemieślniczej, gdzie należeli głównie chrześcijanie). Np. w 1926 r. szewcy założyli „Jedność”, która zbywała swoje towary w całym regonie, w 1929 r. krawcy „Surwit” dostarczający swoim udziałowcom tanie materiały do pracy.  Rzemieślników Żydów było zdecydowanie więcej niż chrześcijan. Niektóre branże takie jak np. czapnictwo, malarstwo, zegarmistrzostwo, kaletnictwo, krawiectwo czy fryzjerstwo zdominowali niemal całkowicie. Jednak większość z tych rzemieślników prowadziła małe, najczęściej jednoosobowe zakłady.

 

Renata Metzger