lubisz to ? :)

A A A

Marzec 1968 roku w Radomiu

 

8 marca 1968 roku w Warszawie studenci Uniwersytetu Warszawskiego zaprotestowali przeciwko bezprawnemu relegowaniu z uczelni ich kolegów: Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Za formę protestu wybrano wiec na dziedzińcu uniwersytetu. Mimo, że tego dnia rano Służba Bezpieczeństwa aresztowała kilku przywódców opozycyjnego ruchu studenckiego, doszedł o­n do skutku. Pokojowe zgromadzenie studentów zostało brutalnie rozpędzone przez specjalnie dobrany przez władze partyjne „aktyw robotniczy”, oddziały Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej oraz Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej. Setki młodych ludzi zostało brutalnie pobitych, zatrzymanych i aresztowanych. Następnego dnia wiec solidarności z represjonowanymi studentami odbył się na Politechnice Warszawskiej. Doszło też do starć z milicją w kilku punktach stolicy. W ten sposób rozpoczęły się protesty społeczne określane mianem „wydarzeń marcowych” lub „Polskim Marcem’68”. Ich zasięg nie ograniczył się wyłącznie do Warszawy. Następnego dnia po wiecu na UW „w Polskę” ruszyli studenccy emisariusze, wioząc do innych ośrodków akademickich odezwy, ulotki i wezwanie do wsparcia protestu. Na skutki nie trzeba było długo czekać. W ciągu kilku dni fala strajków, wieców, demonstracji rozlała się po całym kraju.  Względnie szybko dotarła też do Radomia.
Radom w latach sześćdziesiątych był dość sporym miastem powiatowym (ok. 150 tys. mieszkańców w 1968r.), należącym wprawdzie geograficznie do tzw. Polski „A”, ale położonym w stosunkowo biednym regionie o charakterze rolniczym. Po wojnie nastąpił szybki rozwój przemysłu w mieście,  zwłaszcza skórzanego, metalowego i spożywczego. W okresie rządów Gomułki  przemysł w Radomiu  rozbudowywano również dzięki tzw. polityce deglomeracji, polegającej na przenoszeniu niektórych zakładów przemysłowych z Warszawy do innych miast. Rozwój gospodarczy grodu nad Mleczną szedł w parze z dynamicznym wzrostem liczby mieszkańców. U jego źródeł leżała  przede wszystkim migracja ludności ze wsi do miasta oraz wysoka stopa urodzeń dzieci. To ostatnie zjawisko osiągnęło apogeum w połowie lat pięćdziesiątych. Z tego powodu, pod koniec lat sześćdziesiątych znacznie wzrosła liczba młodzieży szkół średnich oraz odsetek młodych robotników zatrudnionych w radomskich zakładach.
Młodzież była tą grupą, która najżywiej reagowała na niesprawiedliwości i ograniczenia, jakich było mnóstwo w ostatnich latach rządów Gomułki. Większość z  jej przedstawicieli wraz z rodzinami boleśnie odczuwała spadek płac realnych, pogorszenie zaopatrzenia w artykuły pierwszej potrzeby, coraz bardziej widoczny brak perspektyw na przyszłość oraz nacisk cenzury.  Młodzi urodzeni już  w PRL nie doświadczyli autentycznego awansu społecznego, który stał się udziałem pokolenia ich rodziców po II wojnie światowej. Darmowa nauka, służba zdrowia czy dostępność pracy była dla nich tak oczywista jak to, że po nocy następuje dzień. Ich aspiracje  - wzorowane na zachodnim stylu życia – szły znacznie dalej niż mogła czy chciała spełnić to ówczesna władza. Nic więc dziwnego, że na wieść o wydarzeniach w Warszawie, wielu młodych spontanicznie wyrażało swoje niezadowolenie, biorąc udział w wiecach, strajkach i ulicznych „zadymach”.  Tak było również w Radomiu. 16 marca (sobota) ok. godziny 18-tej, w okolicach Kościoła Mariackiego i ulicy Sienkiewicza zebrało się około dwustu młodych ludzi (przeważnie uczniów), którzy wznosili „prowokacyjne okrzyki” pod adresem funkcjonariuszy MO i ORMO. Grupa została rozproszona przez 6 patroli milicyjnych bez użycia pałek. Ok. godz. 18-40 na skrzyżowaniu ulic Moniuszki i Żeromskiego zebrało się ok. tysiąca manifestantów, krzyczących m. In. „Solidaryzujemy się ze studentami warszawskimi”, „Precz z pachołkami Moczara”, „Dziady na scenę”. Patrole milicji zostały obrzucone kamieniami, zaś na przejeżdżający radiowóz rzucono butelkę z benzyną.
Jednym z demonstrantów był 18-letni wówczas uczeń Technikum Budowlanego Zdzisław Podkowiński.. Jego udział w tej manifestacji był nieco przypadkowy. Otóż, w sobotni wieczór przyjechał do centrum miasta wraz bratem, aby pospacerować po ul. Żeromskiego. W owym czasie spacery na tej ulicy były bardzo popularną rozrywką radomian, jak się możemy domyślać, zwłaszcza młodych. Po krótkim spacerze młodzieńcy udali się do kawiarenki nad „Delikatesami” na przeciw „Sezamu”, aby spożyć smaczne ciastko z herbatką. Po jakimś czasie wrócili na ulicę i z zaskoczeniem stwierdzili, że pod „Sezamem” zgromadził się kilkusetosobowy tłum młodzieży wznoszącej antykomunistyczne okrzyki. W chwilę potem ktoś rozbił szybę wystawową w „Sezamie”. Zaczynało się robić naprawdę gorąco. Bezpośrednio po wyjściu z „Delikatesów” Podkowiński zauważył jak tuż obok zomowiec „pałuje” młodego chłopaka. Niewiele myśląc chwycił za pałkę i odepchnął funkcjonariusza na ścianę budynku. Bity młodzieniec wykorzystał to i uciekł, podobnie jak Z. Podkowiński, który podążył za tłumem młodzieży uciekającej w kierunku pobliskiego parku. Tam na szarżujących zomowców posypały się kamienie, ale demonstracja praktycznie zakończyła się. Po chwili Podkowiński wracał ul. Żeromskiego, by kontynuować przerwany spacer. Jednak, kiedy mijał „Delikatesy” trzech „tajniaków” chwyciło go pod ramiona i zaprowadziło do radiowozu. Został zatrzymany na 48 godzin.
17 marca, w niedzielę, w południe w centrum miasta pojawiły się liczne patrole ZOMO, piesze i zmotoryzowane, wspierane przez 45 funkcjonariuszy po cywilnemu. Wieczorem, ok. 17-30, na skrzyżowaniu ulic Żeromskiego i Moniuszki zebrała się ok. 100-osobowa grupa młodzieży, która  zaczęła wznosić „prowokacyjne” okrzyki pod adresem milicjantów. O godz. 19-30 tłum liczył już ok. 800 osób, w zdecydowanej większości młodzieży. W stronę milicji padały okrzyki w rodzaju: „gestapowcy”, „bandyci”, którym towarzyszyły gwizdy i głośne „buczenie”. Niektórzy palili gazety i inne papiery, w stronę radiowozu rzucono nawet święcę dymną i dwie butelki z benzyną. Wkrótce potem do akcji wkroczył pluton ZOMO, który zaatakował demonstrantów pałkami. Po 15 minutach tłum został rozproszony, niemniej, wg źródeł władz bezpieczeństwa, nikt z funkcjonariuszy MO, ani demonstrantów nie został ranny. Tego dnia zatrzymano 41 osób. Z zatrzymanymi przeprowadzono rozmowy ostrzegawczo-wyjaśniające, pobrano od nich również oświadczenia na temat ich udział w demonstracji. Uczniom szkół średnich zabrano legitymacje w celu wysłania do macierzystych szkół, zawiadamiano także ich rodziców. W sumie w  czasie dwudniowych zamieszek  zatrzymano 82 osoby, wśród nich 3 studentów, 20 uczniów szkół średnich (ogólnokształcących i zawodowych), 30 robotników, 3 pracowników umysłowych, 2 rzemieślników i 24 osoby niepracujące. Wobec 15 z nich wszczęto postępowanie karne, najczęściej za czynną napaść na funkcjonariuszy (np. rzucanie w nich kamieniami tudzież innymi przedmiotami). Wobec 18 osób skierowano wnioski do Kolegium Karno – Administracyjnego w trybie zwykłym. Co ciekawe, następne 34 osoby stanęło przed tymże Kolegium za „wrogie wypowiedzi” i nawoływanie do aktów solidarności z protestującymi studentami (w sumie z tego powodu zatrzymano 38 osób). Zdzisław Podkowiński był jednym z nielicznych, któremu w tym trybie udało się uzyskać wyrok uniewinniający. Uratowało go to, że jedyny a zarazem naoczny świadek oskarżenia czyli funkcjonariusz ZOMO, nie stawił się na kolejne rozprawy przez następne 4 miesiące. W związku z tym, z braku dowodów winy Kolegium ostatecznie uznało Podkowińskiego za niewinnego.
Marzec 1968 roku w Radomiu przebiegał – podobnie jak w innych regionach kraju – pod znakiem kampanii antysemickiej. W jej ramach obywatele polscy narodowości żydowskiej (lub jedynie posiadający żydowskie korzenie w poprzednich pokoleniach) uznawani byli za zwolenników „imperialistycznej polityki Izraela” i przeciwników „władzy ludowej”. „Niewłaściwe” pochodzenie wystarczało, aby być usuniętym z zajmowanego stanowiska w aparacie administracyjnym, partyjnym, bezpieczeństwa, wojsku czy nawet w przemyśle lub innych instytucjach państwa. Jednym z pokrzywdzonych w ten sposób obywateli stał się znany i ceniony dyrektor  Zakładów Wytwórczych Aparatury Teletechnicznej (ZWAT) oraz działacz społeczny, Józef Pinkiert. W kwietniu 1968 roku, egzekutywa Komitetu Zakładowego przy ZWAT orzekła, że powinien złożyć rezygnację z zajmowanego stanowiska, bynajmniej nie z powodu złego prowadzenia zakładu czy nadużyć gospodarczych, lecz „niewłaściwej postawy politycznej”. Zarzucono mu, iż rzadko pojawiał się na zebraniach partyjnych, nie zajął stanowiska wobec „agresji izraelskiej” (czyli wojny arabsko-izraelskiej w 1967r.), „zaniżał płace robotników” oraz…miał stryja w Republice Federalnej Niemiec. Ze względu na dotychczasowe zasługi, Pinkiertowi zaproponowano stanowisko głównego technologa zakładu, ale, jak się później okazało, nie dopuszczono go do objęcia tej funkcji.
Protesty społeczne z marca 1968 roku w Radomiu wpisywały się w ogólnopolską falę wystąpień przeciwko polityce władz komunistycznych.  Skłonni jesteśmy traktować  je wyłącznie jako dzieło studentów, tymczasem okazuje się, iż miały znacznie szerszy zasięg, zarówno w sensie terytorialnym, jak i społecznym. Dołączyli do nich bowiem także młodzi robotnicy oraz uczniowie szkół średnich (ogólnokształcących i zawodowych), a niekiedy nawet podstawowych.  Co ciekawe, do antyrządowych demonstracji dochodziło również w takich miejscowościach, w których nie było ośrodków akademickich (m.in. Legnica, Tarnów, Radom).  Okazuje się, że w skali kraju liczba robotników aresztowanych za udział w marcowych protestach (ponad 900) przewyższała liczbę aresztowanych studentów (641). Można więc uznać, że miały o­ne raczej charakter buntu młodego pokolenia przeciwko nieakceptowanej politycznej i społecznej rzeczywistości. 

Marek Wierzbicki