lubisz to ? :)

A A A

„Oblicza oporu. Wojenne fotografie Faye Schuman, żydowskiej partyzantki”

W ramach 7. Spotkań z Kulturą Żydowską „Ślad”, odbył się wernisaż wystawy fotograficznej „Oblicza oporu. Wojenne fotografie Faye Schuman, żydowskiej partyzantki”.

Faye pochodziła z szanowanej rodziny w miejscowości Lenin (teraz Białoruś). Tam też w wieku 10 lat nauczyła się fotografii od swojego starszego brata Mosze. Podczas rosyjskiej okupacji wspomagała rodzinny budżet, prowadząc zakład fotograficzny w Leninie. Był to jedyny taki zakład w całym 10-tysięcznym miasteczku, którego połowę populacji stanowili Żydzi.

W 1941 roku, po zajęciu wschodniej Polski przez nazistów, męska część żydowskiej populacji w wieku od 16 do 50 lat została wywieziona do obozu pracy w pobliskich Gancewiczach. Zagrożono im, że jeżeli którykolwiek z nich ucieknie, zamordowana zostanie cała jego rodzina. Do maja 1942 roku naziści utworzyli getto dla kobiet, dzieci i osób starszych. Faye rozkazano wykonanie zdjęć do dowodów tożsamości i nagranie filmów dla nazistów.

12 sierpnia 1942 Niemcy zarządzili likwidację getta. Wszyscy Żydzi zostali wywiezieni ciężarówkami poza obóz a następnie rozstrzelani. Ze względu na swoje umiejętności Faye udało się przeżyć, chociaż prawie cała jej rodzina zginęła. Wstąpienie w szeregi partyzantów było dla Fay sposobem na przetrwanie. Od tej pory zapomniała o fotografii, była już tylko partyzantem.

Faye szybko odnalazła się w nowym środowisku. "Wstąpiłam do partyzantki nie dlatego, że chciałam zabijać, ale dlatego, że chciałam przeżyć. Robiłam to, co musiałam, żeby zostać zaakceptowaną. Nie oczekiwałam na żadne wyjątkowe traktowanie tylko dlatego, że byłam kobietą. Udało mi się zachować moje wartości. Tak naprawdę, boję się krwi i broni" - wspomina. Ponieważ mąż jej siostry był lekarzem, automatycznie uznano, że Faye była pielęgniarką i przyjęto ją natychmiast. "Nie próbowałam im tłumaczyć, że nie jestem pielęgniarką. W partyzantce nie było najważniejsze zabijanie, ale utrzymanie przy życiu rannych, po to, aby mogli dalej walczyć" - opowiada.

Faye nie zrezygnowała jednak z robienia zdjęć: "Fotografowanie weszło mi w krew, ale nie zdawałam sobie wtedy sprawy, jak ważne staną się te fotografie. Gdybym wiedziała, robiłabym więcej zdjęć z akcji, jak wtedy, kiedy operowaliśmy w szczerym polu. Ocalały przede wszystkim fotografie pamiątkowe".